
Dziś, wczesnym popołudniem wybrałem się kilka kilometrów za rodzinne miasto, aby porozmyślać nieco czym szczęście jest dla mnie. Pierwszym punktem mojej wycieczki była wizyta w "kameralnym" kościółku niedaleko rezerwatu roztocza. Akurat trwała Eucharystia więc ochoczo dołączyłem do obecnej na niej grupki, zapewne mieszkańców miejscowości do której się udałem. Przez nikogo niezauważony uklęknąłem w ostatnim rzędzie i zatopiłem twarz w dłoniach. Po chwili włączyłem się do wspólnej modlitwy i od razu moją uwagę zwrócił obraz św. Nepomucena. Ten niezwykle szlachetny kapłan z XIV w. poświęcił swoje życie w obronie tajemnicy spowiedzi, dlatego dzisiaj czczony jest jako patron wszystkich spowiedników i penitentów. Postawił wierność wyżej niż własne życie i właśnie przez taki akt ów święty dał wyraz swojego bezgranicznego oddania Bogu. Niesprawiedliwa kara, która wtedy żyjącym wydawała się przekleństwem otworzyła mu bramy Nieba. Jego historia, to tylko jeden z nielicznych dowodów na to, że nie ma łatwego szczęścia a ten mit chętnie wykorzystują dziś Ci, którym nie zależy na nas, ale na naszych portfelach. Ktoś, kto myli doraźną przyjemność ze szczęściem bardzo szybko przekonuje się o tym, że jest to iluzja, w której prawdziwe jest tylko cierpienie. Szczęście
ma bowiem wiele twarzy i każda z nich jest piękna, jeśli tylko jest wyrazem prawdziwej radości z życia. Największe wrażenie zrobiła na mnie ufna i szczera do bólu modlitwa tych prostych ludzi. Posunięci w latach, staruszkowie odchodząc od stołu Pańskiego wyglądali naprawdę pięknie. Wpatrując się w te pocięte zmarszczkami rumiane i pogodne twarze z oczu mogłem wyczytać jedno: "Jezu Ty nam wystarczasz". Po skończonej modlitwie, Ci do niedawna obcy ludzie stali mi się teraz jakoś dziwnie bliscy. Niemal każdy przywitał mnie uśmiechem, albo przynajmniej ciepłym spojrzeniem, a ja czułem że Oni swoją modlitwą ogarnęli wszystkie sprawy, które ze sobą tam przyniosłem. Nie miałem cienia wątpliwości, że jutro tu wrócą i nic się nie zmieni. Wydało mi się wtedy takie niesamowite, że ja lata studiów nie ogarnąłem tego, czym Ci "święci" dziadkowie żyli już od wielu lat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz